Z cyklu "Co było, a nie jest..." - Jedziemy do domu

http://tylkotv.blox.pl
Trochę retrospekcji wobec tego, co dzisiaj pozytywnego dzieje się z naszą kadrą i jaką drogę musieliśmy przejść od tamtego sukcesu, jakim niewątpliwie był kolejny awans na mundial. Dalej na samej imprezie tradycyjnie było już gorzej. Tekst napisałem 11 lat temu. Można wyczuć emocje, złość. Na szczęście w 2017 roku jesteśmy w innym miejscu.

Ten artykuł chciałbym napisać przynajmniej po meczu 1/8, jednak jestem zmuszony
dokonać oceny naszej kadry już teraz, po trzecim meczu grupowym. Gdy pisałem podobną
rzecz po mistrzostwach w Korei i Japonii kończyłem zdaniem „...., że nie mogę się doczekać
kolejnego mundialu i przez cztery lata będę smutny”. Mamy mundial i jestem szczęśliwy, ale
wtedy liczyłem na to, że rodzi się zespół, który będzie mógł być średniakiem europejskim.

Gdy Engel przegrał swój mundial szybko panowie z PZPN-u stwierdzili, że trenera trzeba
zmienić. Tymczasem facet awansował po szesnastu latach do mundialu i to był sukces.
Trudno teraz stwierdzić, czy kadra zaczęłaby osiągać lepsze wyniki (patrz awans do ME).
Uważam, że tutaj należało dać szansę. Dość gdybania, przyszedł po krótkim romansie z
kadrą Bońka trener nieokrzesany, ale podobno fachowiec. W tym momencie nie interesował
mnie jego sposób przekazywania informacji, forma udzielania odpowiedzi na pytania
dziennikarzy. Eliminacje nam wyszły, facet pt. Frankowski strzelił co miał strzelić i uratował
zespół Janasa. To kolejny raz spowodowało przeświadczenie, że mamy zespół i nic nie
trzeba więcej robić. Anglicy jak przystało na kandydatów do zdobycia pucharu świata pokazali nam, jak grając słabo należy wygrywać mecze (oba mecze w eliminacjach wygrali).

To, że na mundial jedziemy, wiedzieliśmy na jesieni w zeszłym roku. Znów pojawiło się
polskie piekiełko, trener Janas do końca sam nie wiedział kogo wysłać do Niemiec. Część
zawodników z klubów zagranicznych grała sporadycznie w swoich klubach (Krzynówek,
Mila) lub nie grała w ogóle (Dudek). Żurawski po wyleczeniu kontuzji grał i strzelał, ale
bądźmy realistami – liga szkocka to nie jest najwyżej postawiona porzeczka. Reszta kadry to polska liga, słaba i bez sukcesów. Zawodnicy narzekają kiedy muszą rozegrać trzy mecze w ciągu siedmiu dni. To śmieszne przy intensywności gry w ligach europejskich. Wnioski tragicznego stanu rzeczy nasuwają się same, nie mamy przesłanek, aby grać dobrze.

Świat nam ucieka, kiedy cztery lata temu mogliśmy mieć wytłumaczenie takiej postawy, to teraz obserwuję, że Afryka i Karaiby są na wyższym poziomie. Wystarczy spojrzeć na takie WKS, kultura gry na najwyższym poziomie. Brakuje tym silnym i utalentowanym piłkarzom trochę zimnej krwi i cwaniactwa, które cechuje piłkarzy z Europy i Ameryki Płd. Dla nas nie jest to dobra wiadomość. Naszych piłkarzy nie cechuje nic, potrafią być tylko wściekli, że są atakowani przez media. Nie życzę im reprezentować takiego poziomu np. we Włoszech. Konferencja prasowa mogłaby przerodzić się w ogólną bijatykę.

Z jednej strony mamy słabych zawodników, którzy mają problemy z przyjęciem piłki. Celne zagranie to już wyższa szkoła jazdy. Komentator musi zachwycać się kiedy boczny obrońca włącza się do akcji – Boże to standard !!! Z drugiej natomiast mamy chciwych ludzi powiązanych ciemnymi układami tworzących organizację przestępczą PZPN. To jest niepojęte, że nikt na czele z Listkiewiczem i Apostelem nie ponosi od lat odpowiedzialności. Trenera można zmienić, a prezes z tragicznej sytuacji wyjdzie cało i będzie śmiał nam się w twarz. To robi zresztą od wielu lat. Tam nikomu nie zależy na sukcesie, jeżeli będzie dobrze to dobrze, ale nie może naruszyć starego dobrego układu.

Janas to człowiek idealny, gbur, którego wiedza niestety ogranicza się do książek z lat siedemdziesiątych (na marginesie encyklopedia szefa wyszkolenia Apostela). Facet, który nie ogarnął swoim umysłem dzisiejszej piłki. Pojechał na mundial, zrobił szumu i wszyscy pomyśleli – kanclerski łeb. Coś ten gość szykuje. Okazała się, że ten prostak został w prosty sposób zaskoczony i potrafił po meczu z Ekwadorem powiedzieć – „Byli lepsi technicznie” To jest kpina dla szanującego się kibica. Po pierwszym przegranym meczu selekcjoner (to słowo nie pasuje do Janasa, brzmi zbyt poważnie – wolę trenerek) zagrał z Niemcami wychodząc z założenia, że sukcesem będzie zremisować. Biedni nasi piłkarze nie byli przygotowani na tak wielki wysiłek, a trenerek był twardy i kazał im grać. Podobno graliśmy trzema napastnikami, może oglądałem inny mecz? Sobolewski dostał żółtą kartkę i był murowanym kandydatem do czerwonej. Nawet w okręgówce trenerzy wiedzą, że takiego gracza trzeba zmienić. Czekał ze zmianami, bo myślał, ze mamy szczęście. Szczęścia nie było, a bramka dla Niemców była efektem ich przewagi w całym meczu.

Jak daleko trenerkowi do takich jak Hiddink – patrz zmiany w meczu z Brazylią. Nie chcę myśleć jak taki mecz mógłby wpłynąć na logikę myślenia Janasa. Na tych mistrzostwach możemy się uczyć od wszystkich. Niestety możemy, ale nie potrafimy. Amerykanie nie mają za sobą żadnej historii, szczególnie w piłce nożnej. Jednak z charakterystyczną dla nich systematycznością budują system, który już w RPA powinien przynieść owoce. Już teraz w dziewięciu potrafią zremisować z Włochami. Strach pomyśleć jakby Polacy zagrali w takich stanie liczbowym !!!

Zagraliśmy ostatni mecz Kostaryką i szczerze nie spodziewałem się metamorfozy. Nic nie przychodzi z niczego, a nasi wspaniali chłopcy tak odgrażali się na konferencji prasowej, że przez chwilę pomyślałem – Oni nie widzą swojej słabości. Wygrali po słabym meczu z jeszcze słabiej prezentującym się przeciwnikiem. Trenerek powiedział, że wraca z tego mundialu z twarzą. Z jaką twarzą ?!!! Twarzą kretyna, który potrafi jedynie obrażać się na oponentów jego „myśli szkoleniowej”

Najsmutniejsze jest to, ze nikt nie wyciągnie wniosków i wciąż bagno będzie trwać. Mówi się, że ryba psuje się od głowy. W przypadku polskiej piłki psuje ze wszystkich stron. Skończyło się panowie awansowanie do ME i MŚ. Ktoś na górze dał nam szczęście i kilku graczy, którzy to wykorzystali. Obecnie nie widzę przesłanek na sukces w jakichkolwiek eliminacjach. Proponuję wycofać się z najbliższych i potrenować na swoim terenie (Szwajcaria nie pomogła).

Teraz przedstawiam wizję science-fiction, żebyście nie pomyśleli, że nie mam polotu. Kadra wraca do kraju dostaję po dupie, gwiazdorzy szukają desperacko klubów (tutaj jedynie Jeleń ma święty spokój, zresztą kolejny absurd – gość zagrał tak jak najgorszy zawodnik szwedzki – dla nas był to najwyższy poziom). Listkiewicz z całą świtą podaję się do dymisji, lecą głowy w okręgowych związkach. Do klubów wchodzą managerowie z wiedzą i wyobraźnią, starych trenerów na śmietnik, inwestujemy w takich jak Wdowczyk i Stawowy. PZPN oddajemy w ręce wizjonerów z wiedzą i bez chorych układów. Najważniejsze - zatrudniamy trenera z zagranicy z kontraktem na dziesięć lat np. Leo Beenhakker, Jacques Santini, Paul le Guen lub ktoś z nazwiskiem z Bałkanów i mamy szanse coś naprawić w polskiej piłce.

Na koniec pozostaje nam oglądać geniuszy i zwykłych profesjonalistów w najpiękniejszej
grze na świecie podczas najwspanialszego wydarzenia w życiu faceta jakim jest niewątpliwie mundial. Kto wygra? Argentyna? Brazylia? Niemcy? Może ktoś inny. Z pewnością wygra ten mundial najlepszy !!!
Trwa ładowanie komentarzy...