O autorze
Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego – specjalizacja – marketing polityczny oraz Wyższej Szkoły Komunikowania i Mediów Społecznych – specjalizacja – komunikowanie i media. Dodatkowo ukończona Europejska Akademia Dyplomacji – kierunek – służba zagraniczna. Weteran korporacji. Mąż nałogowej wolontariuszki :) i ojciec trójki dzieci. Kocham futbol, zarówno ten w gronie przyjaciół, a także znany z Camp Nou czy Old Trafford. Uważam, że koniecznie należy podnosić poziom debaty publicznej w Polsce i przede wszystkim działać dla dobra Wszystkich. To jest możliwe…

Prawda czy fałsz

http://efengshui.pl/
Zakończyły się wybory w Stanach Zjednoczonych, Brexit stał się faktem, w Polsce od roku rządzi PiS, na Węgrzech Orbán dyktuje warunki już 6 lat, we Francji Marine Le Pen nie jest bez szans w najbliższych wyborach prezydenckich. Czy to znak nowych czasów? Czy czeka nas przegrupowanie elit politycznych?

Z pewnością wszystkie powyższe zjawiska i wiele pomniejszych w innych częściach świata łączy chęć sprzeciwu wobec dotychczasowych reguł panujących w polityce i ekonomii. Okres powojenny był dla świata zachodniego, kultury transatlantyckiej jednym z najlepszych w ich historii. Po pierwsze dlatego, bo umożliwił szerokim warstwom społecznych konsumowanie bogactwa i stworzył fundament silnych gospodarek czyli klasę średnią. Po drugie przy ogromnym wsparciu socjalnym, tutaj mam na myśli państwa Starej Europy ”uśpił” niepokoje społeczne i pozwolił żyć wielu Niemcom, Francuzom na dobrym poziomie bez większego zaangażowania i szukania niezbędnych rozwiązań, które nazywam twórczym napięciem.

Sytuację państw dawnego bloku wschodniego znamy, Europejczykom z tej części kontynentu nie było dane siedzieć przy tym stole, dopiero pod koniec przyjęcia zaproszono nas do towarzystwa, ale niestety najlepsze dania zostały skonsumowane. Ponadto część z gości po długiej trwającej ponad 50 lat imprezie było już sobą zmęczonych i rodziły się pierwsze konflikty. Po drugiej stronie oceanu mają przewagę taką, że wcześniej reagują na incydenty i próbują zapobiegać poważniejszym kłótniom. Niestety część Amerykanów zaczęła dawać znać, że ich świat też się kończy i szczęśliwy biały człowiek z kredytem na dom żąda powrotu starego porządku.

Gdzie popełniono błąd? Banalne, ale prawdziwe. Obecne elity nie zdjęły różowych okularów, przestały rozmawiać z ludźmi i wierzyły, że rozsądek i wartości demokratyczne będą zawsze wygrywać niezależnie od statusu finansowego. Sygnały w postaci np. Jörga Haidera nie wpływały na zmianę sposobu myślenia. Owszem wielu demokratycznych polityków europejskich mówi prawdę o wartościach, jakimi kieruje się Unia Europejska i ja pod tym zawsze będę się podpisywał. Niestety decydenci w Brukseli, Waszyngtonie i innych decyzyjnych miejscach przestali rozumieć statystycznego mieszkańca globu. Wielu stwierdziło, że poczucie szczęścia załatwi sprawny marketing, media społecznościowe, internet. Tymczasem został on doskonale zagospodarowany przez siły pozornie reprezentujące państwa Kowalskich, Smith, González, Martin, Müller. Sieć zaczęła wykorzystując moc emocji konsolidować wspomniane grupy ludzi.

Efekt jest taki, że w USA wygrywa populista, ale tak jest w mniejszym lub większym stopniu wszędzie. Smutne jest to, że Amerykanie zaufali facetowi, który z ich losem nie ma praktycznie nic wspólnego i całe życie raczej był skupiony na wykorzystywaniu takich, jak oni. Zaznaczam, nie ma w tym nic złego, że Donald Trump jest
bogatym człowiekiem, tylko mam na myśli jego osobowość i platformę intelektualną, brak siły wizjonera. To jest człowiek, który sprzedał biednym wyborcom bajeczkę o powrocie Ameryki do wielkości. Również przerażające jest to, że nie miał szans w wyborach, inny kandydat poza Clinton. System, jeden z najlepszych na świecie nie przeciwstawił się sile radykalizmu i celebryckiemu kreowaniu wizerunku. To zły znak dla świata, który mam wrażenie zaczyna popadać w opary absurdu. Fałsz staje się znakiem rozpoznawalnym „rewolucjonistów”, zwolenników „dobrej” zmiany, a prawda ma problem i nie ma pomysłu, jak zaprosić ludzi do rozważnej i przede wszystkim efektywnej dyskusji, w tym szalejącym świecie, gdzie człowiek zaczyna się gubić. Dodatkowo słaba komunikacja, tych, w moim świecie dobrych, a jednocześnie bardzo dobrze zorganizowany w sieci ruch radykałów, grup nastawionych na konfrontację jest źródłem wyborów ludzkich. Oczywiście, mój przeciwnik odpowie, że moja prawda jest jego fałszem. Jednak to nie jest dyskusja pomiędzy liberałem i socjalistą, jeden i drugi ma swoje racje. Doszliśmy do punktu, gdzie prawda jako synonim zdrowego rozsądku zaczyna przegrywać.

Na koniec moja refleksja po debacie, w której udział brał m.in. dr Marek Kochan i który w mojej ocenie jest dowodem, że część środowisk naukowych zaczyna popadać w stan akceptacji i legitymizacji pewnych postaw. Argumentacja broniąca zjawiska i stygmatyzacji ludzi związanych z nacjonalizmem m.in. w wyniku tzw. „pałki medialnej”, źle definiującej ten ruch, to dla mnie wynik wyrafinowanego działania, a nie faktycznych poglądów. Trudno negować pogląd, że podstawowa różnica leży w sferze określenia wroga. W zdrowym patriotyzmie przeciwnik nie występuje i nie jest warunkiem istnienia wspólnoty . Obrona nacjonalizmu nie ma sensu. Zresztą dziwne dryfy intelektualistów miały miejsce w historii np. Martin Heidegger i jego zabawy z faszyzmem i jednocześnie jeden z powodów zakończenia związku z Hannah Arendt. Problemem staje się przyzwolenie na pewne definicje, działania, które wymykają się z obszaru rozumu i są wynikiem koniunkturalnych postaw. Zawsze trzeba mieszać i rozmawiać, ale uniwersalne prawdy zaczynają przegrywać w wyniku ich głoszenia przez osoby uznawane za specjalistów i autorytety. Zwykły człowiek przestaje odróżniać prawdę od fałszu.
Trwa ładowanie komentarzy...