Ku mojemu przerażeniu nie przegrał Bronisław Komorowski, tylko poziom edukacji w Polsce. Młody człowiek między 20-29. rokiem życia, jak każdy w tym wieku ma postawę roszczeniową, kończy studia i chce być specjalistą, szefem projektu lub menadżerem. Niestety tylko część z tych ludzi w trybie przyspieszonym osiąga szybki awans finansowy. Reszta musi przejść dłuższą drogę, a na to wielu nie chce się zgodzić i zaczyna podążać w otchłań populizmu. Wszyscy wiemy, że dzisiaj problemem nie jest brak pracy, tylko system szkolnictwa produkujący armie szukających pracy marzeń. Dodatkowo problemów nie rozwiążą wolne kwoty od podatku i inne pomysły z cyklu "chwilówka". Źródło trudności leży po stronie nas samych, czekających na poprawę naszego losu ze strony politycznych Mikołajów.
Z drugiej strony ciężko jest nie dać ustępującemu Prezydentowi czerwonej kartki. Przegrał, bo reprezentował arogancką władzę, bez woli fundamentalnych zmian i opartą tylko o zastrzyk funduszy europejskich, bez zmian systemowych w stronę skoku technologicznego. Dla Europy przestaliśmy być tanią siłą roboczą, a jednocześnie polskie firmy nie przestawiają się na innowacyjność i nie jest to tylko sprawa rządu i pracodawców. Przegrał także człowiek, który krzyczał o wolność i jest jednym z symboli nowej Polski, w której zdobyłem wykształcenie, poznałem cudownych ludzi i nauczyłem się funkcjonować w często trudnej polskiej rzeczywistości.
Tymczasem katolicka Irlandia zgadza się na małżeństwa homoseksualne i mówi konserwatywnemu światu - trzeba się zmieniać. Wynik wyborów pokazuje, że jako Polska jesteśmy dalej, niż bliżej zmiany mentalności i nie chodzi tutaj o sympatie do konkretnej partii, tylko o postrzeganie świata w różnych odcieniach. Wciąż większą wagę przywiązujemy do duchów z przeszłości, mesjańskiej roli, martyrologii, a w kwestii przyszłości wierzymy w obietnice bez racjonalnych przesłanek.
Werdykt tych wyborów postrzegam bardziej jako materiał dla speców od kampanii i dowód na to, że polski wyborca jest bardziej plastyczny od Francuza i Anglika. Bronisław Komorowski praktycznie nie manipulował, bo nie miał profesjonalnej kampanii. Natomiast Andrzej Duda obiecał wszystko i nawet dał do zrozumienia, że nie wyklucza zamachu w Smoleńsku. Druga strategia wygrała.
