Poza sezonem

Alicante - widok z zamku Santa Barbara
Alicante - widok z zamku Santa Barbara Prywatne
Zapraszam na krótka, ale bardzo ciekawą podróż do Alicante. Poza sezonem, gdy miasto odpoczywa i ma czas dla przybyszów. Dla spragnionych słońca, w lutym również znajdziemy odpowiednią ilość witaminy D :)

Tradycyjnie na początku chciałbym obalić mit o rozbiciu banku niezbędnym do odbycia takiej podróży. Od wielu lat przekonuję się, że wyprawy np. na południe Europy są tańsze od krajowych wypadów. Oczywiście samolot i hotel należy zarezerwować wcześniej, uczyniłem to w sierpniu zeszłego roku. Przelot dla dwóch osób w obie strony to koszt 600 zł. Poza sezonem do Alicante lata Kraków, ale od kwietnia można z pewnością znaleźć tańszy lot z Modlina. Dla podróżujących z Warszawy polecam przejazd Pendolino, bilet kupiony wcześniej to tylko 49 zł. Nie było niespodzianek :)
Hotel wybrałem na booking.com i Mio Cid mogę polecić z czystym sumieniem. Za 4 noce dla 2 osób ze śniadaniem można zapłacić 400 zł. Miejsce jest czyste, zlokalizowane nad morzem i blisko autobusów i tramwajów oraz sklepów i restauracji. Przy okazji zaznaczam, że ulice na Costa Blanca, mimo zimowej pory, żyją do późnych godzin.



Po przylocie na miejsce, a wylądowaliśmy po 22:00 pozostało nam jedynie udać się do miasta autobusem linii C6, a później taksówką do hotelu. Przejazd taxi to ok. 9 €. Pierwszego dnia wspólnie z małżonką rozpoczęliśmy podbój Alacant. Plażą i po kamieniach, czasami w trudnych warunkach ruszyliśmy do centrum, a następnie windą do zamku Św. Barbary. To miejsce pozwala ujrzeć nam piękno tego miejsca, ze szczytu widać miasto i morze.



Na samej górze trochę wiało, więc po zrobieniu kilku zdjęć zaplanowaliśmy spacer po Explanada de España, palmy i szczególnie marmurowa kostka robią wrażenie. Ponadto szereg drzew i rzeźb sprawiają, że można tam usiąść, napić się sangrii, zjeść lody, pokarmić białe gołębie i odpocząć w tym niepowtarzalnych okolicznościach.









Po zasłużonym odpoczynku ruszyliśmy w stronę portu, gdzie jeszcze wszytko śpi i na jachtach przebywają ludzie z obsługi, którzy przygotowują jednostki do sezonu.





Kolejny dzień to powrót na Stare Miasto i zachwyt nad kościołem Santa María oraz San Nicolás. Niestety nie było nam dane zobaczyć wnętrza, ale, i tak byliśmy szczęśliwy - piękno uszlachetnia :)





W drugiej połowie dnia polecam wyprawę do Muzeum Sztuki XX w. i podziwianie dzieł m.in. Picasso, Chagalla oraz Kandinskiego. We mnie pozostała "Kompozycja" i portret Rimbaud. Znów piękno... Następnie wsiedliśmy w tramwaj i pojechaliśmy, chyba na najpiękniejszą plażę w Europie - San Juan. Było pusto i dlatego, tak cudownie :)







Kolejny dzień to wyprawa do pobliskiego Benidormu, to już kurort bez dłuższej historii. Jeszcze w latach 60. była tam wioska rybacka. Warto jednak napić się tam kawy i koniaku, popatrzeć na morze i odnaleźć spokój :)







Ostatniego dnia pojawiło się więcej słońca i pół dnia w oczekiwaniu na lot do Krakowa spędziliśmy na plaży. Słoneczko grzało i dało nam potrzebną dawkę energii na przetrwanie końcówki jesiennej zimy w Polsce :)
Trwa ładowanie komentarzy...